Logo Szczecinek.org

Szczecinek.org

Szczecinecki Portal Historyczny im. prof. Dr Karla Tuempla

Neustettin in Pommern
Obecny czas: 23 Wrz 2018, 13:09

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina





Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 168 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 09 Gru 2009, 10:54 
Poszukiwacz zatopionej fortuny

Przez wiele lat Keith Jessop poszukiwał krążownika marynarki brytyjskiej, który zatonął u wybrzeży Rosji z ładunkiem 5,5 ton złota

Jednak wydobycie najcenniejszego wraku w historii żeglugi morskiej nie uczyniło Brytyjczyka ani bogatym ani szczęśliwym.

Tuż przed północą, 25 kwietnia 1942 roku załogę brytyjskiego krążownika HMS Edinburgh zacumowanego u nabrzeży rosyjskiego portu w Murmańsku obudził dźwięk dzwonu okrętowego. Zaspani marynarze wylegli na pokład. Zobaczyli dwie rosyjskie barki, zacumowane po obydwu stronach krążownika, a na pokładzie roiło się od uzbrojonych po zęby czerwonoarmistów. Żołnierze pilnowali załadunku ciężkich, drewnianych skrzyń z napisem: amunicja. Brytyjczyków nurtuje pytanie, dlaczego Rosjanie zarządzili tak niezwykłe środki ostrożności? Nagle jedna ze skrzyń upada na pokład "Edinburgha" i rozstrzaskuje się na kawałki. Między trocinami pobłyskuje pięć sztabek złota.

Na przesądnych marynarzy, oddalonych niecałe 20 mil morskich od linii frontu, pada blady strach i nękają ich najgorsze przeczucia. Właśnie zaczyna padać śnieg i płatki rozmywają czerwone napisy na skrzyniach. Któryś z marynarzy mruczy: "Patrzcie, rosyjskie złoto ocieka krwią". Dwa tygodnie później ginie 55 marynarzy z 850 osobowej załogi HMS Edinburgh. Brytyjski krążownik dosięgły torpedy niemieckiej łodzi podwodnej U 456 i artyleria niszczyciela Kriegsmarine Hermann Schoemann. Dowództwo brytyjskiego konwoju podejmuje decyzję o zatopieniu uszkodzonej jednostki, aby cenny ładunek nie wpadł w ręce hitlerowców. Krążownik spoczywa na dnie Morza Barentsa, a wraz z nim wartościowy depozyt, składający się z 465 sztab złota zapakowanych w 95 skrzyń.

Keith Jessop marzył od dziecka o odnalezieniu wraku z 5,5 tonami złota. Niewiele wiadomo o pochodzeniu kruszcu. Może władze rosyjskie zrabowały go z carskiego skarbca albo przetopiły złote naczynia liturgiczne odebrane Cerkwii prawosławnej? Za to na pewno wiadomo, że sztabki z wybitym emblematem młota i sierpa były przeznaczone dla aliantów. Stalin chciał zapłacić złotem za sprzęt wojenny dostarczony Związkowi Radzieckiemu przez Amerykę i Wielką Brytanię. - Byłem zafascynowany historią "Edinburgha" od kiedy zacząłem nurkować - pisze Jessop w swojej książce "Goldfinger". - Nie jeden raz wyobrażałem sobie, że to mnie udaje się odnaleźć ten niesamowity ładunek. W tamtym czasie krążownik mógł równie dobrze spoczywać na Księżycu, ponieważ nie istniała technika umożliwiająca znalezienie i wydobycie wraku.

Jessop, urodzony w 1933 roku był nieślubnym synem robotnicy z fabryki włókienniczej w Yorkshire. Bardzo wcześnie zainteresował się nurkowaniem, aby nie podzielić losu matki. Początkowo zbierał rdzewiejące wraki, unieruchomione w płytkich wodach u wybrzeży Szkocji. (...) Stopniowo nauczył się holować coraz większe jednostki. Brytyjczyk założył specjalistyczną firmę i nurkował na całym świecie w poszukiwaniu wraków spoczywających w morskich głębinach. Technika odszukiwania i wydobywania zatopionych statków także nie stała w miejscu, ale HMS Edinburgh tkwił na głębokości 245 metrów w wiecznych mrokach Oceanu Arktycznego i pozostawał poza zasięgiem technicznych możliwości człowieka. Ponadto władze brytyjskie uznały krążownik za grób wojenny, co uniemożliwiało penetrację jednostki. Dopiero po cofnięciu zakazu Rosjanie, Norwegowie i Brytyjczycy kierując się różnymi motywami rozpoczęli poszukiwania wraku. Niestety wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem.
Dla Keitha Jessopa odnalezienie "Edinburgha" stało się obsesją. Dwa lata poświęcił na zbadanie położenia krążownika. Brytyjczyk posługiwał się w poszukiwaniach nowoczesnymi instalacjami morskimi, wykorzystywanymi do eksploatacji złóż ropy i gazu na dnie morskim. Ostatecznie Jessopowi udało się przekonać władze brytyjskie i rosyjskie do wyrażenia zgody na prace poszukiwawcze. Zainteresowane strony uzgodniły, że Jessop otrzyma 45 procent skarbu, Moskwa - dwie trzecie, a Londyn - jedną trzecią.

W sierpniu 1981 roku pod kierownictwem Jessopa z portu w Tromso wypłynęła w morze ekipa złożona z dwunastu płetwonurków, wysłannika brytyjskiego rządu i obligatoryjnego przedstawiciela KGB. Nikt nie potrafił przewidzieć, czy poszukiwania zakończą się sukcesem. Gdyby wyprawa poniosła klęskę "wówczas straciłbym wszystkie tak ciężko zarobione pieniądze w ciągu ostatnich dwudziestu lat" napisał później Keith Jessop: "Tak bardzo pragnąłem znaleźć to złoto, że niemalże czułem jego zapach".

Jessop wysyła w głębiny dwuosobowe zespoły płetwonurków. Eksploracja tak znacznych głębokości była możliwa tylko dzięki zastosowaniu dzwonu nurkowego. Mimo to cała operacja jest bardzo niebezpieczna. Niektórzy płetwonurkowie doznają poważnych oparzeń, ponieważ w skafandrach źle cyrkuluje gorąca woda zapobiegająca wyziębieniu organizmu w lodowatych wodach Morza Barentsa. Innym płetwonurkom dokuczają bolesne infekcje ucha. Pomoc lekarska nie przychodzi od razu, ponieważ przy nurkowaniu na tak znacznych głębokościach wynurzanie zajmuje kilka dni. O mały włos pierwsze zejście pod wodę zakończyłoby się tragicznie. W dzwonie nurkowym dochodzi do niebezpiecznego wzrostu stężenia dwutlenku węgla i nurkom udaje się wydostać na powierzchnię niemalże w ostatniej chwili. Prace wydobywcze przebiegają z zachowaniem największych środków ostrożności, ponieważ skrzynie ze złotem spoczywają obok magazynu z bombami i amunicją, które nie eksplodowały podczas zatopienia HMS Edinburgh. Płetwonurkowie gołymi rękami odgruzowują wrak i wycinają otwory w drzwiach krążownika, a wszystko pod ogromnym ciśnieniem napierających mas wody.

Nagle późnym wieczorem 16 września 1981 roku na powierzchnię dociera głos nurka Johna Reed, nieco zniekształcony przez helium używane jako składnik mieszanki do oddychania w głębokim nurkowaniu: "Znalazłem złoto! Znalazłem to cholerne złoto!". Jessop spojrzał na zegarek. Była 22.48. Organizator wyprawy już dzielił w myślach odnaleziony skarb i cieszył się perspektywą bogactwa i sławy. Był przekonany, że wreszcie zdobędzie tak bardzo upragnione poważanie i szacunek! "Na palcach jednej ręki mogłem policzyć ludzi, którzy traktowali poważnie moje opowieści o złocie spoczywającym na dnie oceanu. Teraz niedowiarkom zrzednie mina" - pisał Jessop. Po przybyciu do rodzinnego Yorkshire na poszukiwacza czeka na nabrzeżu używane, srebrne porsche.

Niestety ogromny skarb wydarty morskim głębinom nie uczynił Jessopa ani szczęśliwym ani nawet bogatym. Wkrótce oskarżono go o oszustwa i korupcję. Procesy w tej sprawie ciągną się latami. Prasa zarzuca mu profanację grobu. Rzekomo płetwonurkowie Jessopa wkładali dla zabawy latarki w czaszki marynarzy, spoczywających we wraku krążownika. Jessop poczuł się zdradzony i opuszczony przez wspólników. Jego małżeństwo rozpada się, a urzędy podatkowe żądają odprowadzenia zaległego podatku w wysokości miliona euro.

Dzisiaj Keith Jessop jest uważany za pioniera nowej branży, która w celach komercyjnych przeczesuje wrażliwy morski ekosystem. On sam kreował się raczej na wrażliwego odkrywcę i poszukiwacza zatopionych skarbów. Brytyjczykowi nie można odmówić skuteczności i przebiegłości, nawet jeżeli są prawdą pogłoski, że głównymi motywami jego działania była żądza bogactwa i sławy. Ledwo ekipa płetwonurków wydobyła na powierzchnię 431 z 465 zatopionych sztab złota, a Jessop od nowa dzielił łup. Kalkulował, że pozostałe 34 sztabki wydobędzie później, aby sfinansować kolejne ekspedycje poszukiwawcze. Brytyjczyk opierał się na relacji rosyjskiego oficera, który napisał, że na pokład HMS Edinburgh załadowano nie pięć, lecz dziesięć ton złota. Przypuszcza się, że dodatkowy kuszec miał posłużyć Stalinowi na sfinansowanie prywatnego luksusu. Niestety, ta część złota spoczywa do dzisiaj w głębinach Morza Barentsa. 8)

http://wiadomosci.onet.pl/1585914,2678,1,kioskart.html


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 09 Gru 2009, 12:05 
Awatar użytkownika

Dołączenie: 09 Paź 2006, 11:18
Posty: 1016
GIZIO napisał(a):
Poszukiwacz zatopionej fortuny

Zainteresowane strony uzgodniły, że Jessop otrzyma 45 procent skarbu, Moskwa - dwie trzecie, a Londyn - jedną trzecią.



Ciekawe co przy tym podziale pili.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 09 Gru 2009, 12:39 
Jak to co? Samogon,a zagryzali cebulą i chlebem ze smalcem. :mrgreen:


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 24 Gru 2009, 22:19 
"Bagnet"

Ściemniało, na tle lasu przemknęło kilka na wpół schylonych sylwetek ludzi. Biegli szybko, niosąc ze sobą coś ciężkiego. Szarówka nie pozwalała już rozpoznać twarzy ani ubioru ale każdy we wsi wiedział kim są. To partyzanci. Kilku z nich nawet pochodziło z wioski. Wiedziano że idą na akcję…
Michał pseudonim „Gajowy” biegł na samym przedzie, dobrze znał las – nie raz przechadzał się po nim z ojcem przed wojną. Lubił to. Mówił często że po wojnie zostanie leśniczym jak jego ojciec. Za nim trochę nieporadnie biegli taszcząc drewnianą skrzynię Heniek „Mały” i Janek zwany „Beret” – ksywa od beretu z którym nigdy się nie rozstawał. Skrzynia nie była lekka i trochę „Małym” i „Beretem” szarpała, widać było że trochę się męczyli. Peleton zamykał „Drwal” – wysoki, barczysty, z wydatnym brzuchem i krzaczastymi wąsami Kazik, chociaż z racji wyglądu dawno nie słyszał takiej formy swojego imienia – wszyscy, już nawet przed wojną mówili do niego Kazimierz.

Droga którą wybierał „Gajowy” nie była łatwa: krzaki, wyrwy, rozpadliny i poprzewracane stare drzewa. Tak to już bywa że często najkrótsza droga nie jest najłatwiejsza. Nie trzeba było długo czekać aż ciemny las pokaże że z nim nie ma żartów. Chwila nieuwagi i noga „Małego” utknęła w dziurze , powodując że legł jak długi. Nie puścił jednak skrzyni i tym samym pociągnął za sobą „Bereta” który aż zajęczał z bólu obitego kolana. Od skrzyni odpadło wieko a na mech wysypało się kilka lasek dynamitu…
Było jasne po co ta cała wyprawa. Pięć kilometrów za lasem biegła linia kolejowa którą każdego dnia cztery razy na dobę szły niemieckie transporty na front. Cel był jeden – zniszczyć most kolejowy!
-Co jest z tobą „Mały”. Nie niesiesz gwoździ. Zbieraj się szybko – zasyczał półgłosem „Gajowy”
-Tak jest –Odpowiedział „Mały” układając do skrzyni wysypany ładunek
Chwilę potem znowu biegli przedzierając się przez gęstwinę
Po niecałych czterdziestu minutach byli na miejscu. Od nasypu kolejowego dzieliła ich kilkunastometrowa polana, apotem tylko sto metrów wzdłuż torów i cel – most kolejowy. Ostrożnie rozejrzeli się i już bardzo ostrożnie podbiegli do nasypu. Potem jeszcze tylko parę minut i byli już pod mostem.
Most był nieduży, najwyżej czterdziestometrowy, jednotorowy. Wiedziano że odbudowa tego mostu zajmie Niemcom trochę czasu, który teraz był na wagę złota. Każdy wiedział co ma robić i po kilkunastu minutach ładunki były podłożone. Wycofując się „Gajowy” rozwijał drut od zapalników. Po odejściu na bezpieczną odległość – schowany za pierwszą linią drzew zaczął uzbrajać detonator.
-„Mały”, potrzebuje twój bagnet…- powiedział „Gajowy” wiedząc że „Mały” nawet śpi z bagnetem który dostał od swojego ojca.
-O kur… -jęknął „Mały” – zgubiłem mój „nożyk”. Pewnie jak się wyłożyliśmy w lesie. Co ja teraz zrobię..
-Nie jęcz, trzeba było się nie przewracać. Co „ja” teraz zrobię? Mam te druty zębami przegryzać? Ciii… Słyszycie… Jedzie… Szybko ma któryś z was nóż?
-Ja mam scyzoryk – powiedział podając go „Beret”
Chwilę potem powietrze rozdarł huk detonowanego dynamitu i pękającej jak zapałki stali…

-Wstawaj Piotrek, już widno, wstawaj. Pewnie Krzysiek już czeka – budził brata podekscytowany Rafał.
-Co? Już? Dobra już wstaję, tylko nie krzycz tak …
Chwilę potem obaj byli już na podwórku w pełnym rynsztunku: plecaki, saperki i ich „skarb” wykrywacz. Rzeczywiście przed bramą czekał już na nich kumpel Krzysiek.
-Co jest z wami? Jak zwykle spóźnieni
-To przez Piotrka, nieważne idziemy…

Jak już się stało zwyczajem w sobotni ranek chłopcy robili wypad na „wykrywkę”. To Krzysiek ich zaraził tym hobby. Zaczęło się od „złożenia” samemu wykrywacza – udało się i tak zostało. Bardzo to lubili, chociaż rodzice Rafała i Piotrka często z nich żartowali ponieważ jak dotąd nie mogli się pochwalić jakimś cennym „skarbem” . Często przychodzili zmordowani z niczym albo z jakąś zardzewiałą podkową. Jednak w każdą sobotę wychodzili z domu z przekonaniem że „dzisiaj” się to zmieni – byli nie ugięci.
Minęło kilka godzin – wszystko wskazywało na to że i tym razem to nie jest „ten” dzień. Kilka „piknięć” - stara śruba, dwa ogniwa łańcucha i kawałek żelastwa nie przypominające niczego, w duchu tęsknili za wykrywaczem z rozróżnianiem metali... Już mieli składać sprzęt, kiedy „coś jest” – sygnał wyraźny, głośny. Kopią. Chwilę potem oczom ich ukazał się on: piękny, długi, trochę skorodowany ale w dalszym ciągu doskonale rozpoznawalny.
-BAGNET – powiedzieli ze zdumieniem prawie jednocześnie Rafał i Piotr
- Ale cudo, nareszcie coś naprawdę fajnego…
Wracając do domu wyrywali sobie z rąk „znalezisko” i nie mogli przestać o nim rozmawiać.
-Ciekawe jaka jest historia tego bagnetu..
-Pewnie była tutaj jakaś potyczka…
-Ciekawe ile razy ratował właścicielowi życie…
-Aż wreszcie sam został ugodzony i padł…
-Przestańcie się tak podniecać – nagle sprowadził Rafała i Piotrka na ziemie Krzysiek – a może ktoś go po prostu najzwyczajniej ZGUBIŁ!
-Co? Zwariowałeś – nie wytrzymał Rafał – nie każdy jest taki jak ty żeby coś takiego gubić…



Marek Rodź


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 30 Gru 2009, 11:48 
Sensacja archeologiczna!W centrum miasta Tuchola odkryto średniowieczną osadę

Średniowieczną osadę produkcyjną, gdzie niegdyś wytwarzano materiały na potrzeby rozbudowującej się Tucholi – miecz, siekierę, topór i ostrogę – znaleziono pod ziemią przy skrzyżowaniu ulicy Rzeźnickiej i Starofarnej.

Tuż obok tucholskiego rynku na skrzyżowaniu ulicy Rzeźnickiej ze Starofarną trwają prace rozbiórkowe jednego z budynków. Podczas tych prac właściciel terenu był zmuszony wezwać archeologa w związku z odkryciem pewnych zabytkowych przedmiotów. Skontaktowaliśmy się z nim oraz z archeologiem w tej sprawie.

– W tej chwili zajmuję się konserwacją wydobytych zabytków. Badania, które przeprowadzano w Tucholi przy ulicy Rzeźnickiej były konsekwencją decyzji konserwatorskiej wydanej w oparciu o wiedzę historyków na temat miasta. Przez dwa miesiące prowadziliśmy wykopaliska, których efektem jest odkrycie średniowiecznej osady produkcyjnej. Wytwarzano tam (na potrzeby rozbudowującego się miasta) cegły, dachówki oraz gąsiory dachowe. Odkryliśmy także dwie doskonale zachowane jamy do produkcji dziegciu, powszechnie używanego w średniowieczu materiału izolacyjnego. Badania trwały dokładnie od połowy października do połowy grudnia. Oprócz dużej ilości fragmentów średniowiecznych naczyń, cenniejszymi znaleziskami są średniowieczny miecz, topór, siekiera i ostroga. Próby pobrane z zachowanych konstrukcji drewnianych pozwolą na precyzyjne prześledzenie kolejnych etapów rozwoju średniowiecznej Tucholi – mówi nam Andrzej Pankowski, archeolog z Chojnic.


Załączniki:
Komentarz do pliku: Oto niektóre elementy znalezione w centrum miasta. Teraz bada je oraz oczyszcza odpowiednimi sposobami archeolog. Fot. ze zbiorów Andrzeja Pankowskiego
osada.jpg
osada.jpg [ 23.36 KiB | Obejrzany 11604 razy ]
Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 02 Sty 2010, 22:21 
OFICER.

To jak się umawiamy? - zapytał Dominik.
No jak zwykle, wpadam po ciebie o 5 i jedziemy w wyznaczone miejsce odpowiedziałem.
Dominik zamyślił się chwilkę, pewnie zrozumiał jak głupie pytanie zadał i jak oczywista była na nie odpowiedź.

Wróciłem do domu o godz. 23 byłem już zmęczony, cały dzień spędziłem nad mapami, szkicami i starymi fotografiami, ale w końcu jesteśmy pewni! "lochy" bo tak nazywali to miejsce miejscowi istnieją. Ile musieliśmy wysłuchać opowieści, przekazów, niejednokrotnie wykluczających się nawzajem aby odkryć, że tak naprawdę to podziemny kompleks, który Niemcy tak ukryli aż sami o nim zapomnieli... Nie mogłem się doczekać następnego dnia w głowie już miałem obraz skarbów jakie tam odnajdziemy, może dobrze zachowany eksponat broni, umundurowania ... wiele miałem opcji co mogą kryć takie tajne podziemia.
4.30 - pobudka zapakowałem do auta swój wykrywacz, saperkę i dużą łopatę, kilka kanapek, coś do picia i ruszyłem. Po 5 minutach już trąbiłem pod blokiem Dominika, zaświeciło się u niego i u kilku innych lokatorów. Jeden nawet "ciepło mnie przywitał" - gdyby wiedział jak jestem podekscytowany faktem odkrycia czegoś co nie widziało światła dziennego od 60 lat pewnie by mnie zrozumiał.
Cześć, cześć stary. Co ty robisz, chcesz żeby mnie z bloku eksmitowali ? - powitał mnie Dominik.
Wiem, trochę przesadziłem ale już mnie nosi na samą myśl co tam znajdziemy.
Znajdziemy albo i nie wiesz jak starsi ludzie lubią przesadzać no i czas robi swoje.sprowadził mnie na ziemie Dominik.
Następne 3 godziny podróży zeszło nam na wymyślaniu co tam znajdziemy i jak głęboko to może być.

Jesteśmy na miejscu, zaparkuj obok kościoła, będzie łatwiej ze sprzętem i tak jest naszym punktem orientacyjnym. Ok - odpowiedziałem i tak zrobiłem.
Sprzęt wypakowany ! Poczekaj, ze wspomnień Franciszka wynika, że gdy był ministrantem i służył do mszy to widział Niemców przez okno z zakrystii......kościół nie był przebudowywany czyli to będzie dokładnie tu - pokazałem palcem na gęsty las.

Tak - odpowiedział Dominik i zarzuciwszy plecaki ruszyliśmy w stronę stromej góry ,która majestatycznie wznosiła się od północnej strony kościółka.
Las rósł na zboczu, buki gęsto, a zarazem równo rosnące jak w szeregu, jeden za drugim. Była jesień więc liście, które opadły stwarzały złudzenie, iż idziemy po miękkim materacu - przed nami jakieś 30 minut marszu. Za plecami pozostawiamy wioskę i mały kościółek, który z każdym krokiem staje się mniejszy.
Po około 26 minutach drogi las nagle się przerzedza i w szeregu drzew robi się wyrwa, 40 na 100 m, rosną tu drzewa ale młodsze od tych dookoła .To tu - krzyknął Dominik. Szybko wyjąłem zdjęcie, które zdobyliśmy od "magazyniera AK" tak nazywano ludzi, mających za zadanie ukryć i przechować broń oddziałów Armii Krajowej. Zgadza się, na zdjęciu zrobionym jesienią '43 roku jest to samo miejsce, na którym stoimy! Szybko zabraliśmy się za podział terenu na sektory. Odpalamy wkrywacze zaczęliśmy z dwóch przeciwnych stron. Powoli ruszam, kroczek za kroczkiem omiatając teren, nic, a ja tak bardzo chce usłyszeć sygnał. U Dominika też nic, to dobrze chciałbym pierwszy coś znaleźć, on pewnie myślał tak samo.
Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii! Rozległ się donośny sygnał oznaczający sukces, niestety u mojego towarzysza poszukiwań. Chodź tu! - krzyknął. Podbiegłem.
To coś dużego ? Chyba tak !
Odgarnęliśmy liście, ściółkę ,saperka Dominika powoli zanurzyła się w ziemi, delikatnie obkopał miejsce gdzie jego wykrywacz przemówił. Naszym oczom zaczął się ukazywać ... reflektor. Nie było to spełnienie marzeń ale dało nam do myślenia. Niemiecki reflektor w środku lasu ? Z podwójną werwą zaczęliśmy przeszukiwać teren, znaleźliśmy kilka łopat, jeden bagnet i puszkę po konserwie "paprykarz szczeciński".
Po 6 godzinach jałowego szukania mieliśmy dość, pozostały do przeszukania dwa kwadraty, na które wcześniej podzieliliśmy teren. Bez entuzjazmu, który towarzyszył nam rano zabraliśmy się za nie. Nagle mój sprzęt zaczął szaleć. Dominik popatrzył na mnie i w tym momencie jego wykrywacz też zawył i zgasł...! Co jest ? Nie wiem, jakby coś zakłócało jego pracę. U mnie to samo - odpowiedziałem.
Popatrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem i zaczęliśmy kopać.
Na głębokości 1,6 m napotkaliśmy na betonową konstrukcję, przypuszczaliśmy, że jest to strop bunkra, powoli zaczęliśmy czyścić całość, jest i właz.
Właz był okrągły, podobny do dzisiejszych włazów kanałowych, podważyliśmy go łopatą, puścił, zajrzałem do środka, a tam egipskie ciemności. Podaj latarkę stary - krzyknąłem. Na ścianie niemieckie napisy, korytarz, wchodzimy? - zapytałem. Pewnie - odpowiedział Dominik. Opuściliśmy się na rękach na dół, cisza i ciemności, poczułem adrenalinę albo strach, jak zwał tak zwał .Ruszyliśmy do przodu, światło latarki pozwalało nam widzieć jedynie wycinek budowli. Betonowa, solidna konstrukcja, a w niej stalowe drzwi. Dominik chwyta za ogromny skobel, pociąga, otwierają się robiąc rumor niosący się po całej budowli. Powoli wchodzimy, czuć stęchliznę i grzyba, który wcześniej od nas odkrył to miejsce. Światło latarki kierujemy na podłogę aby widzieć gdzie stawiamy nogi, ukazuje się nam krzesło. Powoli przesuwam latarkę ku górze, ktoś tu siedzi. O KU...! - zaklął Dominik -Niemiec !! Niemiecki żołnierz.
Przy biurku siedział z głową opartą o blat, jakby spał. Niemiecki oficer z dziurą w czaszce i pistoletem w prawej dłoni - samobójstwo pomyślałem - jego ciało się zmumifikowało, pewnie warunki w podziemnej budowli temu sprzyjały .
Dominik podszedł do biurka. Popatrz - powiedział - tu jest depesza, którą jako ostatnią odczytał. Ze skromnych zasobów niemieckiego, które obaj posiadamy odczytaliśmy: "Wojna przegrana Hitler nie żyje".
Obaj uznaliśmy, że ten podziemny bunkier jest jak grobowiec tego niemieckiego oficera, nie sprawdzaliśmy więcej pomieszczeń. Wyszliśmy, zasypaliśmy go na nowo i nigdy nikomu nie zdradzimy miejsca gdzie się znajduje. "Niemiecki oficer pełni w nim służbę nadal " 8)

ARTUR BOBOWSKI


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 02 Sty 2010, 22:55 
Linki przydatne dla poszukiwaczy. 8)

Broń biała:

Bagnety -

http://www.sigges-bajonette.de/index2.html

http://bayonets.www3.50megs.com/index.html

http://k98.free.fr/ - oznaczenia stosowane na bagnetach niemieckich wz.98.

http://www.germandaggers.com/referenceg ... rmarks.htm - oznaczenia na niemieckiej broni białej.

http://www.bajonettsammler.de - strona poświęcona bagnetom.

-----------------------------------------------


Wojsko Polskie:

http://www.wp1939.prv.pl/ - WP do roku 1939, strona dedykowana historii 30 pułku Strzelców Kaniowskich z Warszawy.

http://www.pibwl.republika.pl - Prywatny Instytut Badawczy Wojsk Lądowych (Broń Pancerna).

http://www.rkd.prv.pl - Sprzęt łączności WP z okresu II RP.

http://www.kawaleria-polska.pl - Historia polskiej kawalerii.

------------------------------------

Armia Niemiecka:

http://klub.chip.pl/krzemek/index.htm - niemiecka broń pancerna.

http://www.pomorze.gd.pl/ - walki na Pomorzu w roku 1945.

http://axishistory.com/ - strona poświęcona armiom państw OSI.

http://www.preservedaxisaircraft.com/ - samoloty będące na wyposażeniu armii państw OSI.

http://uboat.net/ - niemiecka broń podwodna.

http://www.u-boot-archiv.de/ - niemiecka broń podwodna.

http://www.armianiemiecka.tpf.pl/ - armia niemiecka podczas I WŚ.

http://www.feldgrau.com/ - armia niemiecka w latach 1918-1945.

http://www.kaisersbunker.com/ - strona poświęcona armii niemieckiej do roku 1918.

http://www.altearmee.de/ - armia niemiecka do 1918.

http://www.militaerpass.net/ - niemieckie dokumenty wojskowe.

http://wehrmachts.kisten.free.fr/ - skrzynki i skrzynie będące na wyposażeniu armii niemieckiej.

http://www.grosser-generalstab.de - armia niemiecka do 1918.

http://www.ekwipunekniemiecki.prv.pl

----------------------------------

Odznaki i odznaczenia:


http://klub.chip.pl/asnieg/index.html - Ordery i odznaczenia Polskie

http://www.virtuti.com/order/articles/cassino.html - krzyż Monte Cassino.

http://www.wne.uw.edu.pl/pracownia_info ... ki/op.html - polskie odznaki wojskowe.

http://www.medalnet.net/ - odznaczenia niemieckie do 1918.

http://home.att.net/~david.danner/militaria/states.htm - odznaczenia niemieckie do 1918.

http://www.wehrmacht-awards.com/ - niemieckie odznaczenia i odznaki z okresu 1933-1945.

http://www.auszeichnungen-online.de/index.html - odznaki i odznaczenia niemieckie.

http://www.rzygacz.webd.pl/index.php?id=45,295,0,0,1,0 - odznaki i odznaczenia Wolnego Miasta Gdańska.

http://www.soviet-awards.com - odznaczenia Armii Czerwonej.

--------------------

Hełmy:

http://www.cascoscoleccion.com/portada.htm

http://www.gostak.demon.co.uk/helmets/helmets1.htm

http://salg71.free.fr/

http://www.german-helmets.com/ - hełmy będące na wyposażeniu armii niemieckiej.

--------------------


Klamry:

http://www.pugoviza.ru/files2/class_buckl.shtml - armia carska

http://www.das-koppelschloss.de/startseite1.htm

http://www.koppelschloss-online.de/html/allgemein.html

-------------------


Rosja:

http://www.armymuseum.ru/index.html - strona poświęcona rosyjskiej armii.

http://www.russianwarrior.com/

http://www.armiacarska.com/index.htm - Armia Carska

http://www.rkka.ru - Armia Czerwona.

------------------


Broń palna:



http://mauser98k.internetdsl.pl/indexpl.html - Mauzer 98k, historia*modele*fabryki*schematy*renowacja

http://www.littlegun.be/index.htm - pistolety.

http://www.gunpics.net/german/mp44/mp44.html - niemiecki karabin STG 44.

http://claus.espeholt.dk/mp44.htm - STG 44

http://7.62x54r.net/ - karabin systemu Mosin.

http://tantal.kalashnikov.guns.ru - Kałasznikow.

http://kalashnikov.guns.ru - Kałasznikow.

http://ak.woj.webpark.pl - Kałasznikow.

http://www.lugerforum.com/techinfo.html - pistolet systemu parabellum.

http://www.militaryrifles.com/MAINIndx.htm - karabiny XIX wiek.

http://www.stg.online.pl - niemieckie karabinki szturmowe.

----------------------

Karabin Lebel

1 http://pl.wikipedia.org/wiki/Karabin_Lebel_Mle1886
2 http://www.piechur.friko.pl/lebel.htm
3 http://www.1939.pl/uzbrojenie/polskie/p ... index.html
4 http://www.iirp.prv.pl/piechota/karabin ... _lebel.htm
5 http://www.fortunecity.com/meltingpot/l ... lebel.html
6 http://www.dws.xip.pl/bron/francja/f55.html
7 http://www.ww2.yoyo.pl/brofrpodlebelmle18891.php
8 http://www.wojsko18-39.internetdsl.pl/w ... abiny.html


---------------------------


Inne strony:

http://www.findsdatabase.org.uk/view/br ... expand=200, Artefakty

http://www.austro-hungarian-army.co.uk/

http://www.knopfsammler.de/main_index.html - strona/katalog guzików mundurowych, również polskich.

http://www.kuk-wehrmacht.de - strony poświęcone armii Austro-Węgierskiej 1848-1918.

http://www.gasmasklexikon.com/ - maski przeciwgazowe.

http://members.shaw.ca/dwlynn/tgrm.htm - strona poświęcona identyfikacji granatów ręcznych.

http://klad.hobby.ru/milarch.htm - poszukiwania militariów na polach bitew na obszarze Rosji.

http://www.inert-ord.net/index.html - granaty, identyfikacja.

http://www.detektorweb.cz - czeskie forum na temat poszukiwania militariów.

http://www.tankmuseum.ru/ muzeum pancerne w Kubince (Rosja).

http://www.commando.swarzedz.net.pl - COMMANDO, strona Klubu Żołnierzy Rezerwy LOK w Swarzędzu (informacje na temat historii 1 Samodzielnej Kompanii Commando PSZ/Z).

http://www.antykwariat.com.pl/muzea_wojskowe.htm - adresy muzeów wojskowych.


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 03 Sty 2010, 12:16 

Dołączenie: 28 Cze 2009, 19:10
Posty: 277
Miejscowość: Szczecinek
Bardzo przydatne linki na pewno się przydadzą. :D


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 06 Sty 2010, 14:16 
Poszukiwanie skarbów na terytorium Tatarstanu

Poszukiwacze skarbów sugerują, że wiedzą o co najmniej dwóch wielkich skarbach ukrytych na terytorium Tatarstanu, lecz dotychczas nie znalezionych. Jeden z nich – skarb chański – już od kilku stuleci spoczywa na dnie jeziora Kaban. Inny – to zapas złota Rosji, utracony po rewolucji 1917 roku – jest zakopany gdzieś w okolicach Kazania. Poszukiwacze skarbów są przekonani, że wcześniej czy później te kryjówki zostaną znalezione.

Jednym z nich jest Witalij Sieriebriakow. W poszukiwaniach skarbów zjeździł on liczne rejony republiki. Witalij nazywa siebie poszukiwaczem skarbów – teoretykiem. Zna setki historii na temat zaginionych skarbów. Sugeruje, że w każdym mieście czy w każdej wsi są swoje własne legendy. Na przykład, w Arsku, gdzie w śródmieściu zachowały się katakumby, miał jakoby przechowywać skarby skradzione z majątków ziemskich buntownik Jemeljan Pugaczow. Krążą też legendy o tym, że w klasztorze Makarjewskim w okolicach Kazania schowano skarby kościelne. Niekiedy skarbów się szuka na podstawie znalezionych map, jednakże rzadko mogą one się przydać – w ciągu wielu lat teren zmienia się nie do poznania – gdzie było pole – jest las, gdzie był las – od dawna zaorano pola, zniknął parów, wyschło jezioro. Można jedynie domyślać się, że skarb leży prosto pod nogami, jednak nie przyszedł jeszcze czas na niego.

A jednak skarby w Tatarstanie były znajdywane. Najcenniejszy skarb wykryto w trakcie prowadzenia prac przy budowie drogi w pobliżu stacji Karatun dwadześcia lat temu. Było to największe ze znanych nauce znalezisk – trzydzieści pięć tysięcy srebrnych monet Złotej Ordy. Natomiast w 1938 roku cały Kazań był wstrząśnięty wiadomością o tak zwanym skarbie Floreńskiego. Znaleziono go przypadkowo w ukrytym pokoju w piwnicy starego domu. Drzwi do pokoju skrywała szafa, którą trzeba było długo usuwać z tego miejsca, gdyż była ona przybita do podłogi. Kiedy nareszcie ją odsunięto, ciekawskim spojrzeniom zjawiły się tajemnicze drzwi. Pokój był aż po sufit wypełniony zabytkowymi meblami, ubraniami, książkami. Później pracownicy muzeum krajoznawczego znaleźli wśród tego unikalne kolekcje ikon, chińskiej porcelany, sreber i znalezisk archeologicznych. Wszystko to należało kiedyś do lekarza, wykładowcy uniwersytetu cesarskiego w Kazaniu Wasylija Floreńskiego.

Na zakończenie można dodać, że poszukiwacz skarbów Rawil Ibragimow już od dwudziestu pięciu lat szuka zapasu złota carskiej Rosji, który zniknął jakoby w Kazaniu. W dokumentach pod gryfem „ściśle tajne” znalazł on wzmianki o tym, że w latach wojny domowej do stolicy Tatarstanu przywieziono ponad dziewięć tysięcy skrzyń ze złotem, na ogólną kwotę półtora miliarda złotych rubli walutowych. Była to ponad połowa całej gotówki, jaką miał do dyspozycji carski rząd. Cóż, jak sugeruje znana piosenka o kapitanie – „Kto szuka, ten znajdzie”. 8)


Załączniki:
Klad.jpg
Klad.jpg [ 74.71 KiB | Obejrzany 11814 razy ]
Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 08 Sty 2010, 12:41 
Odkrywanie kwartału staromiejskiego w Stargardzie Szczecińskim

Dobiegają końca największe na Pomorzu Zachodnim miejskie badania archeologiczno-architektoniczne. Obszar wykopalisk w obrębie kwartału staromiejskiego w Stargardzie Szczecińskim wyniósł 11 000 m2. Do początku lat '50 XX wieku część kamienic przetrwała zawieruchę wojenną. Ówczesna rada konserwatorska postanowiła nie przeznaczać funduszów na ich renowację. Zabytkowe budynki wyburzono. Nową zabudowę na jego obszarze planowano już w latach 60. XX wieku, ale do niczego nie doszło. Ponownie do inwestycji na tym rejonie miasta przystąpiono w 2000 roku. W listopadzie i grudniu 2006 r. przeprowadzono badania sondażowe, których zadaniem było dostarczenie danych do projektowania zabudowy kwartału oraz planowanych wyprzedzających badań wykopaliskowych. W wyniku dalszych, szeroko płaszczyznowych wykopalisk zarejestrowano pozostałości architektoniczne datowane od XIV wieku do okresu II wojny światowej. Najciekawszych znalezisk dokonano, jak zwykle w przypadku badań w mieście, wewnątrz... latryn.

Dzięki zachowanym dokumentom archeolodzy nie eksplorują dawnego miasta w ciemno. Znane są nazwiska właścicieli niektórych kamienic aż do XVII wieku wstecz. Tak jest w przypadku przebadanej również przez archeologów parceli przy obecnej ul. Kazimierza Wielkiego. W 1627 r. mieszkał tu David Herlitz (1557-1636), matematyk, medyk, astronom, prognostyk, historyk i poeta. W latach 1696-1710 właścicielem budynku był Żyd, Josepf Levin. Od około 1710 do 1730 przejął go Johann Christoph Eggert, pastor z Dolic i jego późniejsi spadkobiercy. Najciekawsze znaleziska dotyczące wspomnianej parceli odkryto wewnątrz latryny zbudowanej z dębowych desek i kantówek.

"W jej wnętrzu odkryto liczne zabytki szklane i ceramiczne, tkaniny, przedmioty drewniane. Oprócz typowych naczyń, które można było spotkać w każdym domu ówczesnych stargardzian, odkryto liczny zbiór importowanych talerzy fajansowych" - informuje dr Marcin Majewski, dyrektor Muzeum w Stargardzie Szczecińskiem, kierujący badaniami.

Wśród niezwykłych znalezisk jest puklowana miseczka o średnicy blisko piętnastu centymetrów z Holandii datowana na początek XVIII w. Widoczna jest na niej charakterystyczna ornamentyka nawiązująca do dekoracji chińskiej ceramiki. Przepięknym importem jest kamionkowy dzban z Bad Muskau. Z latryny pochodzi także kolekcja przedmiotów szklanych wytopionych w hutach brandenburskich i pomorskich.

"Zachowała się cała flaszka wykonana w hucie szkła w Hakendamm (Poczdam), sygnowana monogramem króla Fryderyka Wilhelma I (1713- 1740). Do ciekawych okazów należą szklanice z grawerowanymi dekoracjami, wykonane w Brandenburgii lub Czechach oraz kielichy pochodzące z hut w Brandenburgii, Frankonii, Czech i Spessart" - wyjaśnia dr Majewski.

W latrynach znaleziono wiele tkanin. Najbardziej spektakularnym odkryciem jest jedwabna mitenka - damska rękawiczka, który przykrywała palce do połowy, ale sięgała aż ponad łokieć. To jedyny egzemplarz odkryty archeologicznie w Polsce. Datowany jest na XVIII wiek, kiedy właścicielem parceli przy której stała latryna był Fryderyk Adrienne de la BruguiŔre (la BrugŔre)- doktor medycyny.

Najwcześniejszy zachowany plan parceli pochodzi z lat '30 XIX wieku. Dzięki niemu można rekonstruować fragmenty parteru i piętra budowli. Dom był murowany tylko częściowo - pozostałe fragmenty wykonano w technice ryglowej. To prosta i wydajna metoda polegająca na konstruowaniu ścian budynku z pionowo umieszczonych słupów i łączeniu ich poziomymi belkami (tzw. ryglami).

Od lewej, patrząc od frontu, usytuowane były kolejno: pokój, sypialnia, pokój z przejściem do kuchni w oficynie. Oś środkową wyznaczała sień z wyjściem na podwórze posesji. Na parterze, od frontu znajdowało się wejście do kamienicy, będące jednocześnie bramą wjazdową oraz sklep, który posiadał dwie duże witryny. Budynek nakryto dwuspadowym dachem. Ściana fasadowa tej szczytowo usytuowanej do ulicy, jednopiętrowej kamienicy nie była raczej specjalnie zdobiona - być może na jej szczycie umieszczone blendy, czyli ślepe wnęki, ale te bezpowrotnie przepadły podczas pożaru w 1635 roku.

Za sensacyjne odkrycie należy uznać znalezienie pracowni odlewniczej na rogu ul. Grodzkiej i Bolesława Chrobrego datowanej na XIV - XV wiek. To pierwsza pracownia tego typu odkryta na Pomorzu Zachodnim. Co ciekawe jej inwentarz jest niesłychanie podobny do zasobów podobnych zakładów znanych z Lubeki. Również usytuowanie - na rogu kwartału jest analogiczne. Z pracowni stargardzkiej wydobyto 1700 fragmentów form odlewniczych, wśród nich przeważały formy do wytopy tzw. grapenów - brązowych, trójnożnych kociołków. Były również formy do wytopy dzwonów. Piec stosowany w pracowni był niemal identyczny do stosowanych w tym samym czasie w Niemczech i Danii.

Jednak opisywane badania ratownicze wniosły również kilka niespodziewanych i niezwiązanych bezpośrednio z urbanistyką rezultatów. Okazało się, że głównie we wkopach pod późnośredniowieczne latryny znajdowały się fragmenty ceramiki przypisywane przedstawicielom kultury łużyckiej. Ówcześni mieszkańcy wkopali się po prostu we wcześniejsze nawarstwienia i tym samym stali się nieświadomymi archeologami. Obecni archeolodzy podczas profesjonalnych badań w obrębie kwartału staromiejskiego zebrali spory zbiór w ilości ok. 26 tys. fragmentów ceramiki łużyckiej.

Inną niespodzianką było odkrycie cmentarzyska wczesnośredniowiecznego z X - XII wieku. W sumie zlokalizowano i przebadano 33 groby.

Archeolodzy starają się zainteresować wynikami badań mieszkańców Stargardu. Z myślą o nich przygotowano specjalną gablotę w hallu Muzeum, w której prezentowane są najciekawsze znaleziska z kwartału staromiejskiego. Podobne informacje wraz z fotografiami można odnaleźć na stronie internetowej muzeum.

"Początkowo badania nie zapowiadały ciekawych odkryć. Pierwsze sondaże mające na celu sprawdzenie potencjału stanowiska były niemal sterylne. Dopiero bardziej dogłębne i szeroko płaszczyznowe badania wykazały, że jesteśmy w błędzie. Uzyskaliśmy nowe wiadomości z okresu przed i po lokacyjnego Stargardu Szczecińskiego. Jako że wcześniej wykonano dokładne studium historyczne, powoli uzyskujemy coraz bardziej wyraźny obraz na temat życia poprzednich mieszkańców miasta" - podsumowuje dr Majewski. 8)


Załączniki:
Komentarz do pliku: Widok na cały badany przez archeologów kwartał staromiejski w Stargardzie Szczecińskim.
wykop2-09g.jpg [250.05 KiB]
Ściągnięto 313 razy
wykop2-02g.jpg [252.65 KiB]
Ściągnięto 330 razy
Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 14 Sty 2010, 10:54 
ZĘBOWO koło Słupska.

W latach 1995 - 1997 miałem bzika na punkcie rowerowych wypadów w las, a jako że mieszkałem na oś. Niepodległości to wiadomo było że moim celem zostanie las za Realem i ten dalszy, w stronę Koszalina. Niektórzy pewnie słyszeli historię o zatopionym czołgu w tym pierwszym bagnie po lewej stronie - oczywiście nic tam nie ma. Obok drugiego stawku (ciekawostka - koło Ulrichsfelde [Bolesławice] leżą zbiorniki wodne, nazywane “Schwarzer See” (Czarne Jeziora). Woda ma w nich ciemną barwę z racji czarnego, torfiastego dna) były jakieś leje, ale albo po wyrwanych drzewach albo po ... wybuchach. W lesie znajduje się również mały schron przeciwlotniczy który należał do właścicieli sporego gospodarstwa rolnego, teraz w tym miejscu jest Obi. Jadąc drogą na której widać resztki kostki brukowej, wyjeżdżamy na pole. W dali widać gęsty las, który teraz chyba nie ma nazwy a kiedyś był nazywany "Postmoor" (“Post” lub też “Porst” to roślina porastająca niemieckie mokradła. Obie te rośliny były używane na północy - w zastępie chmielu - do wyrobu piwa.). Mijamy pole i wjeżdżamy w las. W lesie co jakiś czas można napotkać na stawy lub bagna, w większości zarośnięte ale widać gdzie wędkarze szukają ryby :) Gdzieś tam jest leśniczówka, ale nie wiem gdzie. Leśniczówka jest dosyć stara, bo wzmianki o niej są już w XVIII wieku:

"W pobliżu leśniczówki Ulrichsfelde [Bolesławice], nad granicą z Reddentin [Redęcin], znajduje się tzw. “Streitmoor”, którego własność przez lata stanowiła przedmiot sporów. Kiedy mieszkańcy Reddentina i Symbowa [Zębowo] układali wydobyty stamtąd torf w sterty, aby wysechł - mieszkańcy Stolpu kradli go lub wrzucali z powrotem do wody; kiedy zaś oni wydobywali torf , bywało odwrotnie. Przebieg spornej granicy ustalono ostatecznie dopiero w 1784 roku. "

Ciekawe gdzie stała ta leśniczówka - czy w tym samym miejscu co stoi aktualna? Po przejechaniu kilku kilometrów dojeżdżamy do Zębowa, wjeżdżamy od strony kościoła. Nie wiem w jakim stanie znajduje się teraz, ale wtedy był trochę zapuszczony. Spotkałem tam sympatyczną starszą kobietę, która opowiedziała mi co widziała gdy przyjechała na Ziemie Odzyskane krótko po zdobyciu Słupska. Jej opowieści przedstawię za chwilę. Kilka ciekawostek które wtedy widziałem:

1. napis na futrynie drzwi do kościoła - datowany na XVII wiek. Dar od rodu von Zitzewitz.
2. wejście do piwnic kościoła, zarośnięte i zagracone. W śmieciach zalegających pod drzwiami znalazłem jakieś skrzynki z datą 1943 (po słoikach czy innych butelkach) oraz jakiś złom (garnki, kubki itp). Księdza nie było, byłem bardzo ciekawy co może być w tej piwnicy, zwłaszcza że kłódka była niemiecka, stara i pordzewiała.
3. w podwórku u tej kobiety znajdują się trzy groby von Below'ów. Chwaliła się że dostaje pieniądze od żyjących potomków na utrzymywanie tych grobów. Pamiętam że w jednym z tych grobów był pochowany jakiś wojskowy. Dziwnie wyglądały pomiędzy truskawkami a inną sałatą.
4. cmentarz obok kościoła. W pierwszej części gęste krzaki a wśród nich połamane i porozrzucane nagrobki, oczywiście niemieckie. Dalej dopiero groby aktualnych mieszkańców Zębowa. Pod płotem, obok śmietnika stały oparte 4 krzyże zbite z desek, daty i nazwiska wyryte nożem. Niestety pamiętam tylko że na jednym było imię Otto, a data zgonu na wszystkich 1945.
5. gdzieś obok w lesie, w stronę Redencina miał być grobowiec tamtejszych właścicieli (Belowów lub innych Reddentinów), podobno Rosjanie go nie zniszczyli. Nie udało mi się go odnaleźć, ale powinien jeszcze tam być.

Teraz opowieść Kobiety o której wspominałem (nie wiem czy żyje, to było jakiś czas temu..).

Po przyjeździe do Słupska została skierowana do Zębowa gdzie miała dostać dom i ziemię. Zębowo nie zostało zniszczone, ale strasznie splądrowane. W domach były wybite szyby w oknach. Na podwórkach walały się połamane meble. Ogólnie jednak budynki były nieruszone więc można było jakoś żyć. Po oczyszczeniu pola ze złomu (nie była w stanie opisać co to był za złom - jakieś zniszczone narzędzie lub maszyny rolnicze?) mogli normalnie uprawiać ziemię. Do Słupska chodzili na piechotę, grupami uzbrojonymi w broń znalezioną w okolicy, w obawie przed dezerterami niemieckimi lub radzieckimi. Opowiadała o tym że w pewnym miejscu mijała jakiś cmentarz - po obu stronach drogi na odcinku kilkuset metrów (na pewno mniej) były groby, gromada ziemi i drewniany prosty krzyż. Próbowałem dociec co to było, mam dwie wersje:

- Kobieta mówiła że to pochowani żołnierze. Po jednej stronie drogi Niemcy, po drugiej Rosjanie. Że były tam jakieś walki. W okolicy tych grobów wciąż leżała broń i inny sprzęt. W obawie że dzieci mogą się tym bawić, mężczyźni zebrali co się dało i wynieśli gdzieś do lasu - jak powiedziała "zrzucili to wszystko do dołu pod drzewem". Że ja wtedy nie zapytałem gdzie mniej więcej.. ale byłem młody i nie pomyślałem :P

- Wersja mojego Dziadka (część mojej rodziny mieszkała w Słupsku): Wspominał że na kilka dni przed wkroczeniem Rosjan, od strony Koszalina przylatywały samoloty radzieckie. Parami lub trójkami, krążyły nad okolicą co jakiś czas strzelając do czegoś na ziemi. Dziadek twierdził że ostrzeliwywały wycofujące się oddziały niemieckie. Jak wiemy, często "omyłkowo" strzelano do grup uciekinierów.

Jeśli historia o tych krzyżach jest prawdziwa (po co miała kłamać?), to prawdopodobnie były to groby uciekinierów. Tamtą drogą do Słupska uciekały grupy ze Swochowa, Redencina, Gaci i Zębowa. Ja jeżdżąc tamtędy nic nie widziałem, ale miejsc gdzie ewentualnie mogły być te groby jest tylko kilka. Przesieki itp. Miejsce raczej nie do odnalezienia, ale kto wie..

Co do Leśniczówki (jedna z opowieści Dziadka) - kilka dni po zdobyciu Słupska radziecki patrol w poszukiwaniu dezerterów trafił do leśniczówki gdzie znaleźli kilku niemieckich żołnierzy Volkssturmu, którzy nie chcieli razem z innymi być skierowani do obrony Gdańska i Lęborka. Żołnierzy rozstrzelano w pobliżu tej właśnie leśniczówki. To było dosyć głośne wydarzenie w tamtejszym Słupsku, bo wielu takich ludzi się ukrywało w piwnicach, strychach czy okolicznych lasach. Załatwiano cywilne ciuchy, przekupywano Rosjan - ludzie powoli zaczęli wychodzić z ukrycia.

FELIX.


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 18 Sty 2010, 00:32 
Awatar użytkownika

Dołączenie: 25 Cze 2006, 19:08
Posty: 186
Poznajesz,łudząco podobne do twojego znaleziska.To zaczep od pasa,używany przez wojska bawarskie w służbie Napoleona.


Załączniki:
G.JPG
G.JPG [ 63.87 KiB | Obejrzany 11307 razy ]
Napoleon1.jpg
Napoleon1.jpg [ 58 KiB | Obejrzany 11332 razy ]
Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 18 Sty 2010, 01:00 
Awatar użytkownika

Dołączenie: 25 Cze 2006, 19:08
Posty: 186
http://www.stg.online.pl/news.php?readmore=20


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 27 Sty 2010, 19:09 
Historia z pamiętnika nieznajomej

Niektórym ta historia może wydać się całkiem zwyczajna, jednak to, co opisze zostanie na zawsze w mojej pamięci. Wydarzenia, o których mowa miały miejsce w sierpniu minionego roku, lecz nawiązują do czasów dawniejszych, kiedy to Polska znajdowała się w trudnej sytuacji a ludziom żyło się ciężko.
Wszystko zaczęło się w ubiegłe wakacje. Moja dziewczyna zaproponowała wspólny wyjazd do domu jej ciotki i nalegała, abym wziął ze sobą mój wykrywacz metali. Nie bardzo chciałem jechać, ale po długich namowach zgodziłem się. Na miejscu dowiedziałem się, że ciotka nabyła ten dom od jakiegoś starszego człowieka, którego żona musiała uciekać z kraju ze względu na najazd hitlerowców, gdyż była ona żydówką. Mężczyzna od tamtej pory nie ma z nią żadnego kontaktu.
Na miejscu zobaczyłem, że dom i gospodarstwo było już podniszczone, ale w każdym miejscu widać było pozostałości ich dawnego blasku. Ludzie, którzy tu mieszkali przed laty musieli być bardzo zamożni. Budynek mieszkalny dość duży, zbudowany z czerwonej cegły. Tuż obok niego grób z napisem: „nieznany żołnierz niemiecki”. Od razu zaciekawiło mnie skąd się tu wziął, ale powoli rozumiałem, dlaczego Magda namawiała mnie na wzięcie wykrywacza. Trochę dalej znajdowały się ogromne budynki, które jak się później dowiedziałem, były kiedyś stajniami dla koni.
Po dwóch dniach pobytu rozłożyłem sprzęt i wziąłem się do roboty. Słońce od rana prażyło, długie wyczekiwanie i nareszcie upragniony sygnał w słuchawkach. Saperką odgarnąłem ziemię. Niestety to tylko stara podkowa. Następne kilka trafień to feningi z okresu II wojny światowej. Zrezygnowany chciałem dać już temu spokój, ale Magda tak nalegała, że dała radę mnie namówić na dalsze eksploracje, które nie przyniosły pożądanych efektów. Zapadł wieczór, wieczór ja byłem naprawdę zmęczony. Jedyna rzeczą, na jaką miałem wtedy ochotę to długi sen i powrót do domu. Wiedziałem jednak, że miał przyjść dawny właściciel domu, aby uregulować ostatnia ratę pieniędzy ciotką mojej dziewczyny. Pana Agnieszka zaprosiła go na herbatę, okazało się, że to miły, starszy człowiek. Zaczęliśmy rozmowę i po niedługim czasie opowiedziałem panu Gerardowi o moich dzisiejszych przygodach, a on wyjaśnił mi, że granice podwórza są teraz znacznie mniejsze niż w czasie wojny. Niezbyt pozytywnie nastawiła mnie rozmowa z nim, gdyż on szczerze wątpił w powodzenie moich poszukiwań.
Następnego dnia wstałem z samego rana, aby jeszcze raz rozejrzeć się po podwórzu, zanim wszyscy wstaną. Włożyłem baterie do mojego wykrywacza i za pierwszy punkt obrałem starą gruszę. Kiedyś, bowiem czytałem, że ludzie podczas wojny zakopywali cenne rzeczy w charakterystycznych miejscach. Do dziś nie wiem, jak to się stało, ale udało mi się! Pod ty starym drzewem wykrywacz zaczął wyć jak oszalały. W głowie przewijały mi się tysiące obrazów, a pośród nich skrzynie wypełnione złotem.
Pobiegłem obudzić moja współtowarzyszkę w poszukiwaniach, gdyż nie chciałem, aby ominęło ją takie znalezisko. Zacząłem kopać. Dół robił się coraz większy, a skrzyni nie było widać. W pewnym momencie usłyszałem uderzenie łopaty o metal. Serce zabiło mi mocniej, ręce zaczęły drżeć od adrenaliny. Już tylko kilka centymetrów ziemi dzieliło mnie od mojego skarbu. Marzenia prysły, gdy naszym oczom ukazał się kształt bańki od mleka. Dość zrezygnowani otworzyliśmy ją, wtem promień światła odbijający się od śnieżnobiałej porcelany zaczął razić nas w oczy. Ja byłem trochę przygnębiony, a Magda uradowana jak dziecko. Z pewnością uznałbym ten dzień za mało udany, gdyby nie mały zeszycik na dnie pojemnika. Otworzyłem go i z trudem odczytałem napis na pierwszej stronie: „Ten dziennik został napisany, aby można było poznać historię…” i tu napis był zamazany. Nie widzieliśmy, więc do kogo należał ów dziennik, ani kto miał poznać historię w nim zapisaną. Zdecydowaliśmy wspólnie z Magdą, że z pewnością do jego odkrywcy. Z czysty sumieniem przeczytaliśmy go i teraz tego nie żałuję.
Pamiętam kilka ciekawych opowieści w nim zawartych. Niestety nie udało mi się odczytać całości, gdyż panująca w bańce wilgoć zniszczyła sporą część.
Największe zainteresowanie wzbudziła we mnie historia o niemieckim dezerterze, który przebywał pod dachem właścicielki dziennika. Uciekło on ze swojego oddziału, gdyż został wysłany przez sąd wojskowy na front. Niemiec w wyniku paniki postanowił uciec. Schronienie znalazł „w moim domu, w którym ja nie czuję się bezpiecznie” – pisała kobieta. Nie wiem, co działo się przez cały czas w tym miejscu, ale znalazłem kartę w dzienniku zatytułowaną „śmierć żołnierza”. Był na niej bardzo krótki, chaotyczny opis napisany w pośpiechu. Kobieta pisze, że wszystko się wydało. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi, ale w późniejszej części znalazłem wyjaśnienie. Okazało się, że sąsiad ze strachu o własny los doniósł armii niemieckiej o ich uciekinierze. Zrozpaczona autorka pisze, że akurat wracała z lasu z mężem, gdy zobaczyła wycofujący się oddział. Po ich odejściu przed budynkiem domu zobaczyła zwłoki owego żołnierza. „Jakie to wielkie szczęście, że mnie i Gerarda nie było w domu z pewnością też zostalibyśmy rozstrzelani. Wiem jednak, że muszę uciekać. Ja nie mam tego szczęścia i nie jestem Niemką”. Wszystko zaczęło układać się w mojej głowie. Nieznajoma twórczyni owego pamiętnika to małżonka starego pana Gerarda, która uciekła z polski i już nigdy więcej nie dała znaku życia.
Tego samego dnia spotkałem się z byłym właścicielem domu pani Agnieszki, któremu oddałem moje znalezisko. Przez parę chwil nie mógł wymówić ani słowa. Łzy napłynęły mu do oczu ze wzruszenie. Na początku wyszeptał tylko, że porcelana należała do rodziców jego małżonki. Gdy już się uspokoił, wyjaśnił mi sekret swojego życia. Opowiedział o tym, że wraz z żoną pochowali Niemca obok swojego domu, a jego nieśmiertelnik schowali na poddaszu, gdyż oboje wiedzieli, że z powodu tej historii Sara będzie musiała uciekać. Miejscowi natomiast okrutnie rozprawili się z sąsiadem – donosicielem. Został on spalony żywcem we własnym domu, którego fundamenty pan Gerard pokazał mi następnego dnia, mówiąc, że milczał do tej pory ze względu na pamięć o swojej żonie, której od tamtego czasu nie widział.
Wraz z Magdą wysłaliśmy ów nieśmiertelnik, który rzeczywiście znajdował się na poddaszu domu jej ciotki, do organizacji zajmującej się zbieraniem informacji o zaginionych żołnierzach. Wielkie było moje zaskoczenie, gdy otrzymałem list od niemieckiej rodziny, która dziękuje za mój czyn, gdyż przez tyle lat nie miała żadnych wieści o swoim bliskim. Nie zamieniłbym tej przygody nawet na skrzynię złota.

Hubert Parzych


Góra
   
 
 Temat postu: Re: Opowieści pokopkowe
PostWysłany: 06 Lut 2010, 10:12 
Dla pokrzepienia serc i dusz pozytywnie zakręconych,którzy zamiast pokopywać w terenie niestety zmuszeni są siedzieć w domach.Zima nie odpuszcza.Nasi w akcjach letnich i nie tylko. :mrgreen:

http://www.youtube.com/watch?v=LuyJPh7Pla0

http://www.youtube.com/watch?v=rGOEY89CDRA

http://www.youtube.com/watch?v=ez7QpkAS0iU

http://www.youtube.com/watch?v=DameORDSdAY

http://www.youtube.com/watch?v=w8pBb2LRrEA


Góra
   
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 168 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google Adsense [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group